Idą nowe media

Wyobraźcie sobie czytelników, którzy zaczynają pisać. Jeden niepozorny blog ma większą siłę rażenia niż gazeta. Podcast sprawia, że radio trafia w ręce słuchaczy. A treści wideo jest tak wiele i docierają do nas tak szybko, że telewizja jest właściwie w rękach jej użytkowników. To już się dzieje. Tę przestrzeń medialną tworzą „dziennikarze obywatelscy”. W Polsce jest ich tak wielu, że właśnie zorganizowali swój pierwszy kongres. I właśnie idą, by odebrać zawodowym dziennikarzom monopol na przekazywanie obrazu świata.                                                                                                                                                         Na Kongres Mediów Obywatelskich w Warszawie zarejestrowało się ponad 20 różnych podmiotów (pełna lista poniżej). Przygotowują filmy wideo, tworzą portale, strony internetowe, grupy Facebookowe, blogują.  Łączy ich jedno: chcą zabrać głos w różnych obywatelskich sprawach, bo najwyraźniej nie robią tego w wystarczającym stopniu klasyczne media.

Katarzyna Wyszomierska

Dynamika wydarzeń ostatnich lat skutecznie ich wypromowała. Ich materiały cieszą się zainteresowaniem nie tylko dlatego, że tradycyjne media gdzieś nie docierają (choć czasem i tak się zdarza) albo dlatego, że nie chcą czegoś pokazać (choć i tak bywa), lecz przede wszystkim dlatego, że są szybsi. Dziś nie stanowi problemu natychmiastowe wrzucenie do sieci filmu z telefonu. Poza tym inaczej opisują świat: tak jak oni go widzą. Przy czym, jeśli ktoś chce sprowadzić media obywatelskie do grupy osób protestujących przeciw obecnej większości rządzącej, powinien być ostrożny. Wprawdzie na kongresie pojawiło się pytanie, czy ta społeczna energia nie zwiędnie, jeśli wybory wygra dzisiejsza opozycja, ale pojawiła się także myśl, że obecne problemy od razu nie znikną. A poczucie ich nieporuszania i niezrozumienia przez klasyczne media pozostanie. “Media obywatelskie” mogą więc być w niedalekiej przyszłości istotnym głosem na rynku dziennikarskim. Zwłaszcza, że szukają sposobów, by ci wszyscy, którzy chcą skorzystać z ich materiałów, płacili za nie. I dlatego, że potrzeba pokazywania świata od strony obywateli nie jest tylko polskim trendem.

                                                                    „The People Formerly Known as the Audience” czyli „my, niegdyś zwani publicznością” – tego terminu po raz pierwszy użył profesor dziennikarstwa Jay Rosen w 2006 roku. “My, niegdyś zwani publicznością, chcielibyśmy poinformować ludzi mediów o swoim istnieniu oraz o nadchodzącej zmianie układu sił, towarzyszącej transformacji” – cytował manifest Rosena podczas kongresu medioznawca profesor Wiesław Godzic. I pytał, czy Polacy, nie mając prawdziwie publicznych mediów, nie powinni “skoczyć dalej”. Bo nawet w Wielkiej Brytanii trwa dyskusja nad sensem istnienia publicznych mediów. Dzieje się tak – zdaniem medioznawcy – dlatego, że nie określono jeszcze miejsca dla mediów publicznych z powodu zmieniającego się rynku i w obliczu pojawienia się “dziennikarstwa obywatelskiego”.  Wzmocnienie kontroli publicznych mediów ? Już je wzmacniano. Czy je likwidować? – pytał. I dodawał, że na pewno konieczna jest zmiana myślenia o wszystkich mediach oraz edukacja medialna. Nie może być tak, że uczniowie są lepsi od swoich nauczycieli w posługiwaniu się narzędziami medialnymi. Zmienia się także pozycja widza na medialnym rynku. Już nie jak dotychczas – widz pozostaje w pionowej relacji do danego medium, ale w poziomej: obywatel zaczyna mówić do obywatela. Tymczasem dziennikarze wciąż nie nadążają, za bardzo mówią o samych sobie, ucieka im to, co “obywatelskie”. Godzic przypomniał dokument Siergieja Łoźnicy “Dzisiaj zbudujemy dom”, w którym kamera podpatruje robotników ignorujących wszelkie normy bezpieczeństwa, którzy jednak doprowadzają do zakończenia budowy. Gdyby realizację takiego tematu powierzyć telewizji publicznej, efekt byłby niepewny, ponieważ mogłaby go zepchnąć konferencja ważnego polityka. Telewizja komercyjna może uznać, że jej się nie opłaci albo zrobi z tego show. A telewizja obywatelska? To wy postawicie kamerę i pokażecie bez upiększeń to, co się wydarzyło. Kto, jak nie wy? – mówił medioznawca.

Konrad Siemaszko
Nowy trend widać już w europejskim prawie “miękkim” czyli w wyrokach. Jeden z nich zapadł zaledwie kilka tygodni temu i dotyczył przepisów o przetwarzaniu danych osobowych. Trybunał Europejski w Luksemburgu musiał odnieść się między innymi do tego, jak definiowane jest pojęcie dziennikarzy, którzy nie muszą oglądać się w swojej pracy na RODO. Z tego wyroku* wynika, uważa Konrad Siemaszko, prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, że dziennikarz to nie zawsze osoba pracująca dla redakcji, ale także osoba pełniąca pewną funkcję społeczną i nie mająca związku z konkretnym medium. W dużo węższy sposób zawód dziennikarza jest wciąż definiowany w polskim prawie; to osoba wykonująca materiał na rzecz jakiejś redakcji. Można też zyskać dziennikarski status otrzymując poświadczenie rejestracji w sądowym rejestrze dzienników i czasopism. Ale wtedy trzeba wykazać regularne publikowanie swego tytułu i założyć działalność gospodarczą. Dziennikarze obywatelscy korzystają z tej możliwości, bo wielu z nich pracuje tylko na własny użytek. Czy wpis do rejestru może dostać także autor regularnie publikowanych filmów? Nie jest to wykluczone, mówi Konrad Siemaszko, ale jego zdaniem, to ciągle nieprecyzyjny prawnie „obszar szarości”. Polskie prawo nie nadąża za rozwijającym się rynkiem medialnym.

 

Andrzej Krajewski (w głębi)

                            Ale czy zyskanie statusu “dziennikarza” jest w ogóle ważne dla mediów obywatelskich? – pytam organizatorkę Kongresu Katarzynę Wyszomierską. “Niekoniecznie, to raczej jest forma nobilitacji i nagrody za to, co robią”. Jej zdaniem, gdyby stosować definicje do tej pory stosowane do dziennikarzy, to “obywatelscy” się w nich nie mieszczą. Ale to nie jest dobry klucz do opisania osób, które dziennikarstwo pojmują jako służbę społeczną i wykonują tę służbę z pasją – dodaje. Podobne zdanie ma obecny na kongresie Andrzej Krajewski z Towarzystwa Dziennikarskiego: “Zobaczyłem ludzi dla których dziennikarstwo to jest pasja i ludzi, którzy naprawdę uważają, że poprzez bycie dziennikarzami można zmieniać świat. To niesłychanie budujące, bo wydaje mi się, że my już w ogóle w to nie wierzymy”. Wczorajsze definicje, w których etaty, redakcje i legitymacje miały znaczenie, nie przystają już do dzisiejszych realiów. A jeśli kongres pomógł uczestnikom wejść przynajmniej “o kilka schodków wyżej” w zakresie profesjonalizmu, zarówno w kwestii etyki dziennikarskiej jak i warsztatu, będzie to dla organizatorów największy sukces.

World Cafe
prof. Wiesław Godzic

Jesteście technicznie lepsi, a merytorycznie możemy wam pomóc – mówił podsumowując dyskusję przedstawiciel Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Marek Kuliński. Dziennikarze obywatelscy musieli szybko zaprzyjaźnić się z internetowymi narzędziami i właściwie gdyby nie było internetu, to ta dziennikarska energia nigdy nie miałaby szansy przebicia z taką siłą. Wielu klasycznych dziennikarzy wciąż stroni od Facebooka, a to właśnie „obywatelscy” idą z duchem czasu. Konto na Twitterze, umiejętność kręcenia krótkich filmów i montowania ich, wykorzystywanie programów graficznych w internecie, to konieczne narzędzia do skutecznego docierania do odbiorców. Gorszy warsztat w klasycznym rozumieniu dziennikarstwa może być jednym z zarzutów wobec nowych mediów, ale nie zawsze, podkreślał profesor Wiesław Godzic. Gorszy technicznie obraz z miejsca zdarzenia zyskuje dla niektórych na wiarygodności. Włodek Ciejka, który od ponad trzech lat przekazuje filmowe relacje z wydarzeń związanych z ruchami obywatelskimi, otrzymał w 2017 roku jako pierwszy nagrodę ustanowioną przez Towarzystwo Dziennikarskie – tytuł „Obywatela Dziennikarza Roku”. Ten tytuł ma być przyznawany zarówno profesjonalnym dziennikarzom, jak i działającym w mediach społecznościowych za „odwagę, uczciwość i społeczne zaangażowanie w pracę”. Ciejka jest także członkiem Towarzystwa. Ale pytany o to Andrzej Krajewski odpowiada, że nie każdy “dziennikarz obywatelski” mógłby zostać łatwo przyjęty do organizacji. Dlatego, że przyjmuje ona osoby z określonym dorobkiem zawodowym, a każda kandydatura musi uzyskać rekomendację dwóch osób będących członkami Towarzystwa. Przy stolikach w formule “World Cafe” (dzielimy grupę na kilka stolików i co kilkanaście minut uczestnicy przesiadają się do innego stolika, by porozmawiać z innymi ekspertami) rozmawiano także członkostwie w profesjonalnych organizacjach i było zainteresowanie. Obecność  zawodowych dziennikarzy była dla obywatelskich zastrzykiem energii i znakiem, że ich praca jest szanowana – mówi Katarzyna Wyszomierska. Zawiązały się kontakty, niektórzy zawodowcy dali znać, że chcą po kongresie prowadzić dla obywatelskich indywidualny mentoring. “To miało być także spotkanie ponad podziałami pokazujące, że tworzy się coś nowego, że jest jakieś porozumienie i że ludzie chcą się poznać” – dodaje Wyszomierska.

            Trzeba mieć pasję, żeby ciągle relacjonować za darmo i wolnym czasie, bo tak z reguły pracują obywatelscy. Włodek Ciejka wspomniał podczas kongresu, że gdy jedną z telewizji zapytał o honorarium za wykorzystanie jego materiału, ta natychmiast się wycofała. Wiele było więc o tym, jak można pozyskać środki na działalność i o tym, żeby powstało coś na kształt Obywatelskiej Agencji Informacyjnej, której zadaniem byłaby przede wszystkim koordynacja działań wszystkich tych podmiotów i pomoc w sprzedaży materiałów. Środowisko obywatelskich mediów raczej nie skłania się ku budowaniu jednej marki i zamknięciu treści w płatnym serwisie. Szuka natomiast formuły pozwalającej na zachowanie praw autorskich poszczególnym autorom. Potrzeba zachowania praw autorskich i nieprzekazywania ich na rzecz jakiegoś innego podmiotu, jest ważna dla obywatelskich. Za pracę po godzinach, niepewność w dotarciu do odbiorcy, za własne nakłady.     
Oprócz warsztatu nasuwa się pytanie o niezależność. Bo media obywatelskie to często osoby zaangażowane, nieukrywające tego, co same sądzą. To może być zarzut, ale medioznawca proponuje, by zastanowić się w tym kontekście także nad zależnością, na przykład od lokalnego dyrektora fabryki, który wszędzie rozdaje karty. Katarzyna Wyszomierska: “To co się dzieje od trzech lat, pokazuje, że dziennikarz może, ale nie musi się opowiedzieć po jakiejś stronie. Niech każdy będzie takim dziennikarzem, jakim chce”. Jej zdaniem, dziennikarze obywatelscy, może nawet powinni opowiedzieć się po jakiejś stronie, jeśli przykładowo prowadzą portal “Nie dla chaosu w szkole”. “Nie wymuszajmy na wszystkich bezstronności. Każdy znajdzie sobie na bogatym rynku swoje miejsce, a to odbiorcy sobie wybiorą, czego chcą” – dodaje. W rozmowach warsztatowych można było usłyszeć pytania, czy można kogoś opisywać epitetami “skoro i tak wszyscy tak sądzą”. Jak traktować takie zaangażowane dziennikarstwo? – pytam zawodowca. Andrzej Krajewski uważa, że doświadczeni dziennikarze powinni przede wszystkim przestrzegać przed mieszaniem informacji i opinii. Nie widzi nic złego w dziennikarstwie zaangażowanym. I dodaje, że o wiele bardziej denerwujące jest to, gdy ktoś przekonuje, że jest obiektywny, podczas gdy jest postrzegany jako stronniczy i gdy taka osoba dodatkowo wytyka stronniczość innym. Największą rewelacją kongresu był dla niego przykład portalu “Nowa Bibuła”, którego autorzy rozdają swoje treści na targowiskach, przekonując ludzi mających inne zdanie. “Ta grupa próbuje pójść do przeciwników” – zauważa, podkreślając, że bardzo łatwo jest przekonywać tych, których traktujemy jak swoich. Ogromnym zaś wyzwaniem jest przekonywanie drugiej strony do swojej wizji świata. “Mam wyrzuty sumienia, że sam tego nie robię” – dodaje. A czy w dobie fake newsów, media obywatelskie nie działają na szkodę wiarygodnych źródeł i nie sprawiają, że odbiorcy jeszcze trudniej będzie zorientować się, na jakim przekazie w sieci może polegać? “Internet zmienił świat komunikowania się. Albo będziemy się na to obrażać, albo będziemy podążać za nimi, podpowiadać im pewne rzeczy i starać się, żeby robili to w sposób odpowiedzialny” – mówi Krajewski.
Jak i co piszą „obywatelscy”- przeczytajcie sami.
                                                                                                                                                            tekst: Dorota Nygren  ( dziękuję organizatorom Kongresu Mediów Obywatelskich za udostępnienie zdjęć)
* http://curia.europa.eu/juris/document/document.jsf;jsessionid=733D76D332D864580CC9497748D9687E?text=&docid=210766&pageIndex=0&doclang=PL&mode=lst&dir=&occ=first&part=1&cid=4765467
                                                                                                                                                           Wśród uczestników kongresu byli:

Echa Społeczne

Ekspres Jarosławski

Biuletyn Praski

Gazeta Obywatelska w Częstochowie

Gościniec

kmy.pl (myślenicki adres w sieci)

koduj24.pl

Miasta i Ogrody

NaCzatach.pl

Niepokorni

Nasze Czasopismo

Nowa Bibuła

ORD TV (tylko na Facebooku)

Radomianie dla demokracji

Rebelianty Podkarpackie

SAN TV ( Telewizja Studentów Społecznej Akademii Nauk w Warszawie)

Sieciowa Telewizja Obywatelska Video-KOD

Skwer Wolności

Sieć Obywatelska Watchdog Polska

Telewizja Leszno

Dekoder

Wolne media.pl (na Facebooku)

Ceran.press (autorski blog Doroty Ceran)

nadwarta.blogspot.com (blog lubuskiego dziennikarza Roberta Bagińskiego)

 

ciekawe linki:

Jay Rosen podczas University of Scranton Schemel Forum https://www.youtube.com/watch?v=eO7wHh2J4aA

Mobilizowanie publiczności a media publiczne

http://cmsimpact.org/resource/public-media-2-0-dynamic-engaged-publics/

Bezpiecznie działający dziennikarze to gwarancja rzetelnej informacji

Zapewnienie bezpieczeństwa dziennikarzom to nie tylko kwestia ochrony danego człowieka, ale też gwarancja, że dziennikarz będzie realizował nasze prawo do bycia poinformowanym. Niestety – tylko od 6 do 10 proc. ludzi na świecie żyje na terytoriach, gdzie istnieje wolność słowa – mówił podczas sesji „Bezpieczeństwo dziennikarzy” na II Kongresie Obywatelskim Jarosław Włodarczyk, przedstawiciel Press Club Polska.

Z efektów pracy niezależnego dziennikarstwa korzystamy wszyscy, bo bezpieczeństwo dziennikarzy ma bezpośredni wpływ na to, czy w debacie publicznej prezentowana jest różnorodność poglądów i czy jest możliwość społecznej krytyki. Brak tego bezpieczeństwa, oznacza automatycznie koniec dyskursu w najróżniejszych obszarach: bezpieczeństwa narodowego, zdrowotnego, związanego ze sprawami społecznymi i wyborami – podkreślała Deniz Yazici, przedstawicielka Departamentu Wolności Mediów OSCE/ODIHR. Trzeba jednak pamiętać, że w różnych krajach wolność słowa realizowana jest w różny sposób. Nie ma jej na terenach wojennych, choć pracują tam dziennikarze; są kraje, w których wszyscy dziennikarze podporządkowani są rządowi, a są i takie jak Kuba, gdzie rolę profesjonalnych dziennikarzy przejęli blogerzy. Ważne więc, by wiedzieć, o kim się mówi, używając określenia „dziennikarz”. Amerykanie za takiego uznają osobę, która ma nad sobą przełożonego redaktora i dla której dziennikarstwo jest głównym źródłem utrzymania – przypominał Włodarczyk. Natomiast Oleksandra Matviichuk z Ukrainy mówiła, że nowym fenomenem na Krymie jest dziennikarstwo obywatelskie. Rozkwitło po agresji rosyjskiej, gdy bardzo wielu dziennikarzy musiało wyjechać z półwyspu. Ludzie zamieszczający w internecie transmisje z wydarzeń lub teksty są nierzadko obiektem prześladowań. Przy czym organizacje pozarządowe nie są w stanie roztoczyć nad nimi skutecznej ochrony. To dlatego tak ważna jest międzynarodowa solidarność wobec tych osób.

„Bezpieczeństwo” kojarzymy głównie z fizycznymi atakami, ale w sprawie dziennikarzy „bezpieczeństwo” oznacza również możliwość niezależnej pracy. Tymczasem problemem może stać się niedofinansowana redakcja, w której dziennikarze nie mają stałego zatrudnienia i są zmuszeni być freelancerami. Także naciski polityczne mogą uniemożliwiać niezależne wykonywanie zawodu. Z kolei rosnąca w ostatnich latach dezinformacja spowodowała spadek poziomu zaufania do dziennikarstwa na całym świecie. Jest jednak nadzieja, mówił Włodarczyk, że niszcząca społeczeństwa dezinformacja, skłoni ludzi do szukania wiarygodnych źródeł, czego przykładem mogą być rosnące dochody z prenumerat New York Timesa czy Washington Post. Grzegorz Rzeczkowski z „Polityki” uważa, że mamy do czynienia z bezprecedensową po 1989r. presją ze strony władz, by zniechęcić media do informowania o działaniu rządzących. Zwracał uwagę, że bezpieczeństwo to także dostęp do informacji, a ten w ostatnich latach bardzo się w Polsce pogorszył. Wiele instytucji zlikwidowało rzeczników prasowych, a dodzwonienie się do biur prasowych graniczy z cudem. Wiele do życzenia pozostawiają także odpowiedzi udzielane dziennikarzom. Tymczasem dziennikarz nie pyta dla siebie, ale realizuje społeczne prawo do informacji. Podobnie – nie dla siebie zachowuje tajemnicę dziennikarską, ale dla informatora, który obdarzył go zaufaniem. Zdaniem Rzeczkowskiego, nierealizowanie prawa do informacji jest tylko jedną ze spotykanych dziś w Polsce presji na dziennikarzy. Pozostałe to: presja ekonomiczna (np. faworyzowanie określonych tytułów przez spółki związane ze skarbem państwa), prawna (zwiększona liczba pozwów i żądania sprostowań), piętnowanie dziennikarzy, a także obrzucanie ich epitetami zamiast odnoszenia się do konkretnych materiałów. Warto również pamiętać, że redakcje same muszą wyłożyć pieniądze na ewentualne procesy sądowe. Gdy zaś skarży instytucja w imieniu danego funkcjonariusza publicznego, to opłaty za to ponoszą podatnicy.

Polska trzeci rok z rzędu spadła w corocznym rankingu wolności mediów na świecie „World Press Freedom Index”, przygotowanym przez organizację Reporterzy bez Granic. Sytuacja jest bez precedensu – mówiła Dominika Bychawska-Siniarska, członkini zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. I dodawała, że nie ma dnia, by Fundacja nie dostała sygnału związanego z naruszaniem wolności słowa.

Oleksandra Matviichuk

Oleksandra Matviichuk podczas ukraińskiego Majdanu zapewniała pomoc prawną dla protestujących, działając w jednej z organizacji humanitarnych. Dziś ciągle ma pełne ręce roboty. Trzeba szkolić dziennikarzy do warunków wojennych gdy jadą na tereny objęte konfliktem w Donbasie. Tylko w 2014 roku, na terenie Ukrainy przetrzymywano 80 zagranicznych i ukraińskich dziennikarzy. Gdy tu siedzimy – mówiła, w jednej z piwnic w Donbasie przetrzymywanych jest 5 dziennikarzy. Sytuacja – jej zdaniem – dojrzała do tego, by mówić nie tylko o bezpieczeństwie dziennikarzy, ale o bezpieczeństwie wolności słowa w ogóle. Trzeba promować pozytywny obraz dziennikarskiego fachu i przypominać jak cenną rolę pełnią w społeczeństwie dziennikarze.

W sesji „Bezpieczeństwo dziennikarzy” wzięli udział: Dominika Bychawska-Siniarska – członkini zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Oleksandra Matviichuk Przewodnicząca Centrum Wolności Obywatelskich, Grzegorz Rzeczkowski – dziennikarz śledczy „Polityki”, Deniz Yazici – przedstawicielka Departamentu Wolności Mediów OSCE/ODIHR oraz Jarosław Włodarczyk, Sekretarz Generalny International Association of Press Clubs, czlonek rady Press Club Polska.

Tekst: Dorota Nygren, 15.12.18

 

 

 

 

Na II Kongresie Obywatelskim o mediach publicznych – profesjonalizm wciąż się liczy

Profesjonalizm wciąż się liczy. W świecie zdominowanym przez internetowe bańki informacyjne media publiczne mają fundamentalne znaczenie. Takie wnioski płyną z sesji pt. „Wybory, wolność wypowiedzi i media publiczne”, która odbyła się w drugim dniu II Kongresu Praw Obywatelskich w Warszawie.

Dyskusję zdominował wątek upartyjnienia i uzależnienia mediów publicznych od rządu oraz potencjalny wpływ takiego stanu rzecz na wynik wyborczy.

Nas najbardziej zainteresowały i zainspirowały dwie kwestie medioznawcze. O jednej z nich wspomniał Jarosław Włodarczyk z Press Club Polska. Otóż okazuje się, że internet – postrzegany często jako zagrożenie dla prasy papierowej, radia i telewizji – nie funkcjonuje bez tych tradycyjnych mediów. Najróżniejsze treści funkcjonujące w „niedziennikarskim” internecie, a wypaczające rzeczywistość (virale, fake newsy, supozycje, plotki dezawuujące ludzi), stają się przedmiotem ogólnospołecznej dyskusji tylko wtedy, kiedy zauważy je poważny tytuł. Dzięki temu zyskują stempelek autentyczności i trafiają do głównego nurtu zdarzeń. Będąc profesjonalnym dziennikarzem, trzeba o tym nieustannie pamiętać. Internet bowiem można kupić. Na rynku działają firmy specjalizujące się we wpuszczaniu do sieci określonych treści na zamówienie różnych stron sporu publicznego. Jednak to poważne media i profesjonalni dziennikarze legitymizują nieprawdę. Dlatego, jak zaznaczył Jarosław Włodarczyk, „upartyjnienie mediów, przez jakąkolwiek stronę sporu politycznego, ma znaczenie fundamentalne, ponieważ napędza internet”.

Drugą istotną kwestię poruszyła dr Karolina Wigura z redakcji „Kultury Liberalnej”. Zauważyła, że zamykanie się ludzi o określonych poglądach we własnych bańkach informacyjnych, tzw. filter bubbles czyli internetowych narzędziach dostarczających użytkownikom treści zgodnych z ich poglądami i zainteresowaniami, w największym stopniu uniemożliwia debatę publiczną. Taka sytuacja napędza brak porozumienia z osobami o poglądach odmiennych. Zauważalna jest niechęć do podjęcia rozmów z oponentami i kulturalnej wymiany argumentów. Jednym z efektów takiego stanu rzeczy jest zanik mainstreamu. Każdy ogląda swój serial, czyta felietony swoich komentatorów, słucha argumentów, które utwierdzają go w głoszonych poglądach.

W idealnym świecie remedium na brak porozumienia powinny być media publiczne. To one mogą stworzyć kanony, które funkcjonowałby ponad bańkami informacyjnymi. „Jeśli państwo powinno coś proponować, to właśnie taki rodzaj mainstreamu: bardzo rzetelne, spluralizowane, krytyczne i niezależne media” – powiedziała dr Karolina Wigura.

Wszystkim zainteresowanym dr Wigura zarekomendowała lekturę książki  „Factfullnes”, której autor Hans Rosling krytycznie analizuje funkcjonowanie współczesnych mediów.

Tekst: Bartosz Panek, 15.12.18

List otwarty w Dniu Praw Człowieka

Z niepokojem obserwujemy nasilone w ostatnim czasie działania władz państwowych i służb przeciwko dziennikarzom wielu redakcji. Coraz częściej występują próby cenzurowania publikacji, przejmowanie nośników danych, wzywanie do prokuratury, nakłanianie do ujawnienia źródeł, nachodzenie w domu przez służby podległe państwu, obrzucanie redakcji zniesławiającymi epitetami. Kwestionowany jest sposób pracy dziennikarzy postępujących zgodnie z prawem i regułami zawodu, stosuje się wobec nich nagany lub zastrasza zwolnieniem z pracy.

Podkreślamy, że praca profesjonalnych dziennikarzy jest nieodłącznym warunkiem funkcjonowania państw demokratycznych. Demokratycznie wybrane władze powinny zaś wspierać dziennikarzy stosujących się do etyki zawodowej i wykonujących swój zawód w służbie społecznej. Każdy ma prawo do sprawiedliwego sądu, a dziennikarze nie są ponad prawem. Działania władz i służb państwowych powinny jednak cechować się ostrożnością wobec przedstawicieli mediów, ze względu na rolę, którą media pełnią. Profesja dziennikarska oznacza odważne ujawnianie nieprawidłowości, przede wszystkim tych, które mogą osłabiać państwo. Do dziennikarskich obowiązków należy odważne podejmowanie ważnych społecznie tematów, nawet jeżeli są one niewygodne dla władz. Tylko wtedy działalność dziennikarska przyczynia się do skutecznej społecznej kontroli tych osób i instytucji, którym obywatele powierzyli zarządzanie państwem. Nierozważne działania bardzo szybko mogą się przyczynić do zastraszenia, czego skutkiem będzie powolna utrata roli kontrolnej, jaką pełnią dziennikarze.

Zwracamy uwagę na konieczną ochronę wszystkich pracujących rzetelnie i profesjonalnie dziennikarzy, w tym także dziennikarzy mediów publicznych. Profesjonalizm polegający na zachowaniu bezstronności budowany jest przez lata pracy, dlatego troską napawa nas także fakt, że znaczna grupa naszych koleżanek i kolegów bądź odeszła z radia w ostatnich latach, bądź radio zakończyło z tymi osobami współpracę. Media publiczne są własnością całego społeczeństwa. Czujemy się w obowiązku zwrócić także uwagę na ryzyko utraty tego potencjału, który był budowany długi czas.

Apelujemy do władz państwowych o ochronę i poszanowanie wolności słowa, a także wszystkich dziennikarzy postępujących zgodnie z zasadami etyki zawodu. Piszemy ten list 10 grudnia, kiedy na całym świecie jest obchodzony Dzień Praw Człowieka. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stwierdza, że „każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice”.

10.12.2018

Zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy i Twórców Radia Publicznego
Wojciech Dorosz
Dorota Nygren
Marcin Majchrowski

W sprawie nagany dla dziennikarki Radia Rzeszów

„Zdumieni sprawą Grażyny Bochenek są także członkowie Stowarzyszenia Dziennikarzy i Twórców Radia Publicznego. Wojciech Dorosz, dziennikarz radiowej Trójki i prezes stowarzyszenia: – Jakiekolwiek cenzurowanie wypowiedzi słuchaczy jest niedopuszczalne. Granicą są słowa uznane za obelgę i słowa powszechnie uznane za obraźliwe. Jeżeli pada słowo, które narusza te granice, prowadzący audycję powinien się do tego ustosunkować. Jeśli zaś mamy do czynienia z krytyką, prowadzący może się do tego odnieść lub nie, ale nie ma prawa jej cenzurować.
Według niego słowo „figurant” nie jest ani obelgą, ani słowem powszechnie uznanym za obraźliwe. To słowo jest elementem dyskusji.
– Co więcej, ustawa o radiofonii i telewizji nakłada na media publiczne obowiązek prezentowania szerokiego spektrum opinii i umożliwienia słuchaczom wypowiedzenia się na ten temat – podkreśla Dorosz”.
Pytam, jak ocenia decyzję szefostwa radia o zawiadomieniu prokuratury, że dziennikarka popełniła przestępstwo.
– To jest kuriozalne – ocenia Wojciech Dorosz http://rzeszow.wyborcza.pl/…/7,34962,24251227,sluchacz-nazw…

W sprawie ekipy TVN

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/stowarzyszenie-dziennikarzy-i-tworcow-radia-publicznego-solidaryzuje-sie-z-dziennikarzami-superwizjera-tvn

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/superwizjer-urodziny-hitlera-rzecznik-prawy-obywatelskich-adam-bodnak-krytykuje-dzialania-abw-i-prokuraturyhttps://www.wirtualnemedia.pl/artykul/superwizjer-urodziny-hitlera-rzecznik-prawy-obywatelskich-adam-bodnak-krytykuje-dzialania-abw-i-prokuratury

https://www.press.pl/tresc/55412,rpo-i-hfpc-bronia-autorow-reportazu-o-polskich-neonazistach?utm_source=newsletter&utm_medium=email&utm_campaign=Pressletter&uid=3330

 

Członkowie Stowarzyszenia solidaryzują się z ekipą TVN

Oświadczenie członków Stowarzyszenia Dziennikarzy i Twórców Radia Publicznego

Solidaryzujemy się z dziennikarzami TVN, którzy wykonując swoją pracę przy użyciu ukrytej kamery, zarejestrowali w reportażu świętowanie „urodzin Hitlera”. Podobnie jak sygnatariusze listu otwartego dziennikarzy w tej sprawie (http://wyborcza.pl/7,95891,24209475,bez-wolnych-mediow-dziennikarstwo-jest-tylko-przedluzeniem.html), protestujemy przeciwko kolejnym działaniom służb państwowych wymierzonym w media jak też przeciwko insynuacjom wobec ekipy TVN. Zwracamy uwagę, że już po raz drugi służby państwowe podejmują bardzo kontrowersyjne kroki wobec dziennikarzy, by potem się z nich wycofać. W marcu tego roku policja najpierw weszła do mieszkania naszej radiowej koleżanki Anny Rokicińskiej, przeszukała je i zakuła dziennikarkę w kajdanki na oczach małych dzieci, a potem oświadczyła, że doszło do błędu. Dziennikarzowi TVN Piotrowi Wacowskiemu najpierw prokuratura wręczyła w mieszkaniu zarzuty o propagowanie nazizmu i wezwała go na przesłuchanie, a potem oświadczyła, że było to „przedwczesne”. Wolne media to warunek demokratycznego państwa. Społeczna kontrola sprawowana przez media nie może się skutecznie odbywać pod naciskiem podobnych działań. Te mogą być bowiem odczytane jako próba zastraszania mediów. Dziennikarze TVN zwrócili uwagę opinii społecznej na poważny problem, jakim jest narastanie i propagowanie nazizmu w Polsce. Wspieramy nasze koleżanki i kolegów.

Członkowie Stowarzyszenia 26.11.18  (pełna lista na stronie radiowcy.org.pl)